środa, 12 października 2011

Czym jest a czym nie jest MLM cz1.

Zacznę może od tego, że niedawno podjąłem współpracę z FM Group. Nie będę duplikował po raz kolejny czym zajmuje się firma bo materiału o niej jest na pęczki w Internecie - zapraszam do Google. Tak samo nie będę pisał o produktach ani o motywacji ani też o tym możliwości zarabiania - tutaj też odsyłam do Google, tam temat jest absolutnie wyczerpujący. Bardziej interesuje mnie sam mechanizm funkcjonowania MLM i jego zrozumienie a FM będzie myślę dobrym przykładem.
O jednen z systemów MLM otarłem się już mieszkając jeszcze w Polsce. Była to firma ACM i wg mnie był to podręcznikowy przykład tego jak MLM wyglądać nie powinien i dlaczego tak wielu zrażonych osób pisze później o tym w Internecie. Całe szczęście wtedy tej współpracy nie podjąłem.
Minęło kilka lat a ja wyemigrowałem do UK. Po jakimś czasie kolega "przywiózł" któregoś dnia FM z Polski od niejakiego Krzysztofa Chimiaka. Na początku moje podejście do idei było bardzo sceptyczne, jednak tym co przekonało mnie do podjęcia współpracy z FM był PRODUKT, i to właśnie produkt mnie osobiście interesujący. Pomyślałem, że skoro zainteresował mnie to innych też zainteresuje i tak się właśnie dzieje.
Czytając bardziej lub mniej fachowe źródła na temat marketingu sieciowego i opierając się na własnych przemyśleniach doszedłem do takich wniosków:

Czym na pewno NIE JEST MLM i praca w tym biznesie:
  • Cudownym i magicznym środkiem na zdobycie bogactwa,
  • Piramidą finansową,
  • Źródłem absolutnie pasywnego dochodu (każdy niedoglądany systematycznie biznes upadnie),
  • Biznesem nie wymagającym czasu i poświęcenia,
  • Praniem mózgu,
  • Sektą, itd
Czym na pewno jest JEST MLM  i tu pozwolę sobie na zacytowanie Piorta Wajszczaka:
  • Budowaniem i rozwojem rynku na PRODUKT (w naszym przypadku produkty FM Group) w zgodzie z danym planem marketingowym. Jest również jedną z metod dystrybucji produktu - tyle. 
Wbrew pozorom to nie chodzi tu zupełnie o bieganie po ulicy z butelkami perfum i ich sprzedaż a o używanie produktu i pokazanie innym, że warto tych produktów używać i dlaczego. Wg mnie to fundament budowy trwałej struktury. Oczywiście sprzedaż bezpośrednia jest ważnym elementem rozwoju biznesu, jednak jest tylko składową całości. Osoby zaślepione i skupione tylko na bezpośredniej prowizji ze sprzedaży produktu szybko się zniechęcą i wypadną z biznesu. Myślę również, że takie osoby miały po prostu bardzo kiepskich sponsorów i nie zrozumiały na czym praca w marketingu sieciowym polega i potem mamy efekty w postaci takich nie innych komentarzy na różnych forach. Swojej grupie przedstawiam ten biznes właśnie w ten sposób. Z biegiem czasu będę rozwijał powyższe.
Polecam świetny materiał Piorta Wajszczaka, który otworzył mi oczy na MLM http://www.piotrwajszczak.pl/mlm-co-to-jest/
Poniżej jego mały wykład na ten temat:

środa, 5 października 2011

Konsumpcja kosztem wartości

Niedawno napisał do mnie kolega z którym znamy się od małolata. W swoim liście porusza temat którym myślę warto się podzielić. Oto treść wiadomości:
Moi drodzy, dziś nieco refleksyjnie.
Pisze zawzięcie prace na temat standardow stron w internecie, a przez to tez zaglebilem sie w historie powstania internetu i jego konsekwencje. Uwazam, ze komputer to zaraza tych czasów. Przez to wielu z nas, czas ucieka przez palce. Sam siedze duzo przed komputerem, wiec wiem jak sprawa wygląda. Jednak zawsze inne priorytety np. wypadow w tzw realnym świecie, stawiam wyzej. Czesto rodzice moich kursantow przychodzai mowia "niech Pan go odciągnie od tego komputera". Nie ogladam telewizji od ponad 10 lat i jak przyjade do domu, to jedyne co trawie, to discovery. Natomiast choćby reklamy, szczegolnie w polskiej telewizji, które trwaja 15 minut i to co chwile, kompletnie mnie wykanczaja. Szczegolnie jak chce sie zdrzemnąć, mam zamkniete oczy i "gra" telewizor, wtedy zmysl wzroku jest wylaczony, a przez to mniej jestem ogłupiony obrazem i przysluchuje sie chcac nie chcac bardziej tresci. To wtedy jestem załamany.... Co sie tym ludziom wciska. Nie raz juz ktos skoczyl z bloku zabijajac się, bo myślał, ze jest supermenem, bamanem, czy spidermenem, a to tylko szczyt gory lodowej takich niedorzecznych zachowan ludzi oglupionych "mediami"Ogolnie rzecz biorac człowiek ma manie odkrywania i wszystkie odkrycia najpierw byly poprzedzone odwazna nierealna wizja czegoś przyszlosciowego i w tym nie ma jeszcze nic zlego, o ile umiemy rzeczywiście ta realnosc od fantazji odroznic. Jesli chodzi o dzieci, to juz chyba kwestia rodziców zeby chlonne i bezbronne w swej naiwnosci dziecko dobrze pokierowac. Wlaczcie sobie kiedyś cartoon network ten program z bajkami:) "dla dzieci". Zalamiecie sie, jak zobaczycie jakie treści przekazuja bajki.Jakis czas temu mialem pod opieka chlopaka w okolicy 6 lat i on non stop chciał sie bic i mowil mi jakie to ma moce, naprawde wierzac w to, ze je ma. Byl bliski frustracji, a nawet w nia popadal. Plakal i sie denerwowal, kiedy udowadniałem mu, ze tak nie jest. Rozmawialem wtedy z Jego rodzicami na ten temat mówiąc - poogladajcie te bajki, zobaczcie jaka tresc niosa, zobaczcie tam wciaz sie tylko bija i zwalczają i nie wazne, ze to niby dobro ze zlem walczy i ze dobro wygrywa, wazne, ze jedyna forma zalatwiania spraw jest gladzenie innych i zwalczanie ich..... To jest przerazajace. Ludzie nie zdają sobie sprawy z wagi tego typu przekazu. Jakbysmy byli przygotowywani do wojny "w dobrej sprawie" oczywiscie:) Ostatnio coraz czesciej mysle, ze to nie jest tak, ze ludzie świadomie, ze caly swiat idzie swiadomie w zlym kierunku, bo nie ma mozliwosci tak spójnego podejscia wszystkich w tym tak "walecznym" spoleczenstwie i dlatego doszukuje sie w tym działania czegos znacznie gorszego.Dlaczego ludzie odchodza od dobra i wartosci dobrych?????????????Masakra. Przecież ludzie nie chca cierpiec i czy nie widza, ze do tego cierpienia dążą??Podsylam link - nagranie Ks. Zwolinskiego, mysle ze bardzo ciekawe nie tylko dla chrześcijanina, ale dla kazdego, choby pod katem socjologicznym http://www.speedyshare.com/files/30551919/08-Ks._Zwoli_ski.mp3
VANIL


I moja skromna odpowiedź:
Całkowicie się zgadzam, sam nie oglądam telewizji a na polską mam uczulenie. Oglądam od czasu do czasu kanały brytyjskie (Dave, ITV, BBC 1) i pomimo że syndrom mózgojebania pojawia się w każdych mediach niezależnie od kraju, to ja traktuję to tylko jako edukację językową a treść jest dla mnie zupełnie trzecioplanowa. Od długiego czasu staram odwieźć się żonę od oglądania piorących mózg programów rozrywkowych i niedorzecznych seriali ale wiadomo jak jest z kobietami - one są inaczej skonstruowane i rozpracowanie mechanizmu postrzegania ich rzeczywistości staje się często niemożliwe:)
Co do dzieci też przyznaję rację. Widzę jak jest z moim synem. Choć nie chcę się tutaj usprawiedliwiać powiem tylko, że w tym pokręconym świecie naprawdę ciężko utrzymać rodzicom optymalny balans, bo każdy dzień to walka o przetrwanie a dzieci i ich wychowanie spychane są na dalszy plan. Natłok codziennych obowiązków i praca bywają naprawdę przytłaczające. Zresztą nie wiem czy sam czasami myślisz o rodzicielstwie ale jak przyjdzie czas na pewno spojrzysz tez przez pryzmat nazwijmy to rodziców XXI wieku. Pomimo że kocham swojego syna nad życie to nie dziwię się dlaczego ludzie nie chcą mieć dzieci i wcale ich za to nie winię.

Świat jest zepsuty a w zasadzie każdą dziedzinę życia owładnęła konsumpcja. W przypadku dzieci widzę to tak: bajka BEN10 --> Reklamy zabawek BEN10 --> Sprzedaż. W tym przemyśle i każdym innym zresztą nie chodzi już o wartości tylko o zrobienie kasy. Przyznać trzeba że prawie każdy element interakcji międzyludzkiej w tych czasach ma podtekst komercyjny i filtrowany jest przez pryzmat własnych korzyści.


piątek, 26 marca 2010

Wiosna w Iławie

Nadszedł czas na wizytę w rodzinnym mieście. Pogody mile nas zaskoczyła i pomimo lodu na Jezioraku jest słonecznie i ciepło aczkolwiek trochę nudno. Dni lecą jak szalone i niebawem trzeba wracać. Póki co poniżej publikuję zdjęcie z wakacji. Ostatnio zastanawiam się nad kilkoma artykułami dotyczącymi życia w Wielkiej Brytanii. Oczywiście jest ich mnóstwo w Internecie jednak wiele źródeł (szczególnie mass-media) karmi nas wiedzą jako to nam emigrantom tam źle i jaka to krzywda nam się dzieję i że chyba wszyscy pracujemy w obozach pracy. Mam nadzieję przedstawić sprawę z nieco innego punktu widzenia. Póki co raz jeszcze pozdrawiam ze słonecznej Iławy. Niebawem wieści z Leicester!

poniedziałek, 25 maja 2009

Trip to Belvoire Castle

I thought to start new series about our trips around the country through last time, so here you are, it is first part. Together with my wife and our son we have been in many gorgeous places here in UK worthed to show and describe, so we think it's good idea to share with other people our experiences.
Belvoire Castle is the last place we've visited. We went at Sunday 24'th of may just before Uk's spring bank holiday Monday. Castle is placed not so far from Leicester however our trip took around hour to get there - either, because of traffic and second class roads. Road don't lead through motorway, which is more interesting. We have get there around noon. To summarize the day I can say we have spent great time there. Castle supplies amazing filings. Unfortunately the most significant part of the castle (interiors) can't be photographed - it's strictly prohibited, but trust me they are awesome! My wife especially liked the castles garden. Weather was great so we had the picnic outside as well. If you are interesting here you'll find more additional informations about the Belvoir Castle.
Below some photos from the trip:




sobota, 28 marca 2009

Come back

It's more than one year since I wrote post on my blog. In the last one I was promising myself (or readers) to start write in english. Personal for me it is rather a "testing field" and opportunity to have some efficient practise than something with substancial contenst. Well, because my english writing on this stage is only one of many other ways to practice my language skills I will be writing some simple texts on the beginning. I'm 100% sure that You'll find many grammar mistakes but to be honest I don't care really. I hope to write one post weekly, we'll see. Right, this should be all for now. In the next one I plan to update some information about what I do now at work. Regards for all of this who read this blog and every new readers. See You soon!
PS. I forgot to mention - my purpose to write in eglish is to extend readers for people from other countries, and share experieces with them.

środa, 27 lutego 2008

Totalne przekwalifikowanie

Od zamieszczenia ostatniego wpisu mineło już troche czasu, więc pomyslalem ze czas odkurzyc nieco bloga - jesli nie dla czytelnikow to chociaż dla samego siebie:) Jak sam tytuł wpisu wskazuje przekwalifikowałem się całkowicie, oczywiście z powodów związanych z życiem zawodowym w Wielkiej Brytanii. Od trzech tygodni jestem kontraktowym pracownikiem dużej angielskiej firmy o wdzięcznej nazwie SYMONDS HYDROCLEAN LTD, i muszę przyznać, że pomimo pracy fizycznej, przynosi mi ona znacznie więcej satysfakcji (i forsy oczywiście) niż ciągła szamotanina za biurkiem w Polsce. Pracuję jako Super Stores Cage Engineer, MIG Welder. W wielkim skrócie prowadzimy serwis klatek transportowych dla wszelakiej maści sieci supermarketów takich jak Tesco, Boots, Asda, Iceland, Sainstbury itd (spawanie, szlifowanie, wymiana kółek, części i wiele innych zajęc) Zrobiłem sobie w międzyczasie papiery spawacza oraz kilka innych niezbędnych do wykonywania tej pracy i działamy. Obecne miejsce pracy - Booston (jedna z dzielnic Nottingham). Nie będę wiecej pisał jak to jest pięknie w Anglii bo po co się powtarzać - każdy wie jak jest ;)

Oprócz funtów oczywiście, praca daje mi możliwość robienia ostrych szlifów językowych. Każdego dnia muszę używać języka do komunikowania się z biurem, menagerami i oczywiście moimi workmates:) I to jest power, który daje ogromną satysfakcję. Przez ostatnie kilka miesięcy poznałem mnóstwo ludzi i cieszę się że większość z nich to brytyjczycy. Obcowanie z Polakami może tylko przyprawić kłopotów - aż żal patrzeć jak nasi rodacy traktują się nawzajem na obczyźnie - dlatego unikam. Anglicy są mili i uczynni. Niebawem lecę do Polski po rodzinę - moją narzeczoną Agnieszkę i naszego niesamowitego synka Alanka. Kto wie może zostaniemy tu na stałe? Nie mogę się doczekać.

Tymczasem zamieszczam dwa zdjątka z mojego poprzedniego miejsca pracy - warehouse Tesco w Lichfield. Prawdopodobnie to jednen z ostatnich wpisów w języku polskim na tym blogu - postawiłem sobie ambitny cel pisania po angielsku. Pisanego języka też trzeba się uczyć - łatwiej wtedy nauczyć się zasad gramatycznych. Zobaczymy :)






sobota, 10 listopada 2007

Welcome in UK

Tygodnie bicia sie z myslami, tygodnie zmagan z samym soba zaowocowaly w koncu podjeciem decyzji o wyjezdzie. Tak wiec jak wiekszosc moich znajomych znajomych znalazlem sie na Wyspach. W Polsce perspektywy rozwoju sa male lub po prostu zadne. W kazdym razie 01 listopada wyladowalem na London Stansted a stamtad pojechalem do Leicester. Tegoz samego dnia zakwaterowalem sie na 97 Cambridge Str. Kolejny dzien to wizyta w jednej z agencji o dzwiecznej nazwie Templine, gdzie od razu zaproponowali mi prace. Tak wiec od poniedzialku 05.11.2007 pracuje. Nie jest to cale szczescie przyslowiowy zmywak a sama stawka tez jest satysfakcjonujaca. Jedym minusem sa dojazdy - 25 mil w jedna strone. Na chwile obecna pracuje w firmie, ktora dziala na zlecenie Tesco. Razem z 5 osobowym teamem naprawiamy metalowe klatki. Tak wiec szlifierka kontowa w dlon i jedziemy. W czasie pierwszych dni pobytu zalozylem sobie konto w banku, bylem tez na spotkaniu w Jobcenter w sprawie aplikacji na National Insurance Number. Jeszcze tylko HomeOffice i bede mial swiadomosc ze wszystkie formalnosci zwiazane z podjeciem pracy mam juz za soba.
Zycie i praca w UK jest calkowitym przeciwienstwem tego co sie dzieje w naszym kraju. Nie bede rozpisywal sie i chwalil jak tu pieknie - opini na ten temat mozna znalezc cale megabajty w Internecie. Jest po prostu inaczej - latwiej, swobodniej, normalniej. Anglia rzadzi sie wlasnymi zasadami i wyraznie mozna wyczuc ze panuje tu lad i porzadek.
Mysle o zapisaniu sie do Uniwersytetu na ktorys z kursow jezyka angielskiego luz jakis kurs zawodowy w Adult Training Center.
Poza tym okrutnie tesknie za moim wspanialym 11 miesiecznym synkiem i jego mamusia, i nie ukrywam ze chcialbym zeby byli tutaj ze mna i zdybywali ten niebywaly kraj. Jednak ja sam na razie musze przygotowac fundament do ich przyjazdu.